Mam nadzieję, że to już ostatnia tej zimy zajawka. Tej zimy, bo teraz gdy piszę te słowa,
to w Ostrołęce trzęsie mróz -10. Mamy 22 lutego i wydaje się to nam straszne, a przecież to
jeszcze póki co, zimowy standard. Tylko, że ta zima wyjątkowo nas rozpuściła. I teraz trochę
trudno pogodzić się z niedogodnościami. A tak jak pisałem wcześniej, gęsi ją przewidziały
i udały się w cieplejsze rejony.
Wysoki poziom wód spowodował, że mamy całe połacie skute lodem i życie jakby zamarło.
I na pewno na pierwszy rzut oka, trudno jest zauważyć jego oznaki, ale przy odrobinie wysiłku można
stwierdzić, że życie zwolniło, ale mimo to tętni, tylko w formie, której w lato nawet
nie dostrzeżemy. Przestworza należą do myszołowów i nie tylko naszego rodzimego gatunku,
ale głównie do jego nieco większego krewniaka z północy - myszołowa włochatego. Szczęściarzom
czasami widok przetnie coraz bardziej aktywny bielik, a doszły mnie słuchy o widzianych
z carskiego traktu czterech orłach przednich (dwa stare i dwa młode). Stare bieliki jednak
zacieśniają swój rewir do okolicy gniazda, gdzie śmiało rozpoczynają toki. Młode osobniki
jeszcze włóczą się po świecie szukając własnego miejsca na ziemi. Jak tylko pojawi się
pożywienie (kaczki, gęsi, siewkowate) na rozlewiskach pod Wizną, to myślę, że i orliska zlecą się
w większej liczbie. Na razie cisza i spokój. Tylko myszołowy okupują przyległe drzewa.
Jest im coraz ciężej, bo przybór wody i lód spowodował zawężenie areału do polowań.
Z pozostałych ptaków możemy poganiać za niesfornymi gilami, które śmigają pomiędzy gąszczem
gałęzi na miedzach i groblach. Swoją drogą, że natura stworzyła takiego cudaka!?
A gdzie zjawisko mimikry? Przecież zwłaszcza samce tego gatunku świecą jaskrawym,
czerwonym wstydem.
Generalnie zimowe życie jest bardziej kontrastowe niż wiosenno-letnie. Weźmy na ten
przykład srokosza z jego białym "futerkiem" i przepaską na oczach jak Zorro.
Albo nawet zimorodka, z którym zwłaszcza w zimę o wiele łatwiej się spotkać, chociaż między bajki
trzeba naturalnie wsadzić opowieści o jego zimowych lęgach.
Niedługo zacznie się dobry czas
dla wszelkiej maści obserwatorów, podglądaczy przyrody, fotografików itp. Gody, czy toki,
to okres zmniejszonej czujności dla całej masy zwierząt, ale i czas obfitości dla drapieżników.
Ostatnio w Grądach Woniecko ćwiczyłem sarenkę z czujności. Stała na środku ogromnej łąki
i tak była zajęta konsumowaniem zielonej trawy, że postanowiłem ją podejść bez żadnego ukrycia,
idąc zwyczajnie "na bezczela", prosto do niej. Dobrze jej było na słońcu, bo po zbliżeniu
na odległość kilkunastu, może dwudziestu metrów zauważyłem, że w tym zapędzie wręcz zamknęła oczy.
Po otwarciu jeszcze tylko zrobiła przed moim obiektywem "nieskromną" kupkę i dopiero
mnie dostrzegła. Wstyd był wielki. Najpierw szok i odskok na kilkadziesiąt metrów,
a potem już spokój. Ktoś powie, a po co straszyć stworzenia. Ale to dla jej dobra.
Dookoła pól grądeckich, jest masa ambon łowieckich. Musiałem wzmóc czujność w tym stworzeniu,
bo nie wykazywało się zbytnim instynktem samozachowawczym. Tu nie byłaby potrzebna strzelba,
a jedynie dobra pała i sarenka leży.
Jeśli chodzi o łosie, to tylko przyłączam się do apelu Grzegorza Błachowskiego,
o rozwagę kierowców. Nogi z gazu. Zwłaszcza w okolicy parku i na obrzeżach.
Łoś to duży stwór i bardzo ciekawski. Nie rozumie, że samochód nie staje w miejscu,
a zima zbiera znaczące żniwo w pogłowiu tych majestatycznych zwierząt. Spotkania takie,
to ból lub nawet śmierć dla ludzi, a prawie zawsze śmierć dla zwierząt. Przez grzeczność
nie zamieszczę zdjęcia martwego w wyniku kolizji łosia. To niczego nie zmieni. Proszę jedynie
o rozwagę, okres migracyjny jeszcze trwa. A tablic ostrzegawczych (nie standardowych znaczków!)
jak nie było, tak nie ma!!!
Ps. Wiadomość z ostatniej chwili: na trasie Grajewo - Białystok w kolizji z łosiem zginął człowiek. (informacja z onet.pl)